Walczymy

Dzieje się naprawdę dużo! W ciągu ostatnich miesięcy pokonaliśmy kolejne setki kilometrów w wodzie, na rowerze i biegnąc. To właśnie przez to koncentrujemy się obecnie na promowaniu akcji na facebooku!

Jeżeli jesteście ciekawi co u nas zapraszamy TU

tz

FAS

Początek będzie w tym przypadku mocny bo o pewnych sprawach inaczej pisać nie można. Wspominałem kiedyś, że sport niesie ze sobą pewną pozasportową wartość i dalej to podtrzymuje. To między innymi dlatego właśnie powstał projekt twardyzawodnik.pl a w nim ten wpis. Przeczytajcie go do końca bo jest ważny. Bardzo ważny.

Nic nie drażni mnie bardziej niż ludzka bezmyślność. Już piszę dlaczego.

FAS, na który cierpi Radek to inaczej alkoholowy zespół płodowy. Ta nie uleczalna choroba wynika z prostego faktu spożywania przez kobiety będące w ciąży alkoholu. Niezależnie od częstotliwości i przyjętej dawki! To z kolei skutkuje poważnymi wadami rozwojowymi dziecka (fizycznymi i psychicznymi), które w bezpośredni sposób wpływają na jego całe życie. Dokładnie tak – całe życie. Mógłbym napisać Wam jeszcze wiele innych mądrych i groźnie brzmiących medycznych pojęć, które są konsekwencjami FAS ale przecież doskonale wiecie o co chodzi.

Musimy wymagać od siebie odpowiedzialności. Szczególnie jeżeli na naszych barkach albo pod naszym sercem rośnie mały człowiek. Niezależnie od tego czy jesteśmy mężczyznami czy kobietami albo czy jesteśmy młodzi czy starzy. To po prostu nasz obowiązek.

Być może to co piszę wydaje się Wam banalnie proste i oczywiste. Ale nie dla wszystkich takie jest. Zabrzmi to może zbyt doniośle ale nawet jeden dzieciak, który dzięki temu, że zwrócicie komuś uwagę urodzi się zdrowy jest tego wszystkiego wart.Radek8

Jestem tego cholernie pewny

PS.

Nie każde dziecko cierpiące na FAS ma tyle siły co Radek. To utwierdza mnie w przekonaniu że nazwa projektu idealnie pasuje do naszego bohatera! Od pewnego czasu jest z nami Fundacja FAStryga, która robi świetną robotę pomagając osobom borykającym się z FAS i ich rodzinom.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o tych pięknych ludziach i tym co robią sprawdźcie tu: http://www.fas.org.pl/

Spontan.

Nie planowałem wcale wyjazdu na Wings for Life. Chociaż byłem na edycji zeszłorocznej i świetnie ją wspominam priorytety na ten rok były i są dalej inne. Mimo wszystko nie żałuje decyzji o wyjeździe bo dowiedziałem się o sobie więcej a impreza znowu mnie nie zawiodła. Od początku do końca.

Dla osób, które nie znają idei samego biegu jest ona bardzo prosta. 34 lokalizacje na całym świecie, ponad 100 tysięcy uczestników i jeden cel. My uciekamy a goni nas samochód, który co jakiś czas zwiększa prędkość. Kiedy nas złapie, schodzimy z trasy. Całość opłat startowych przekazywana jest na badania związane z przerwanym rdzeniem kręgowym. Piękna sprawa.

Sam bieg dał mi solidnie w kość o czym świadczą poniższe obrazki. Czerwony kolor praktycznie na całej trasie nie jest przypadkowy.

WfL

Byłoby niesprawiedliwe gdybym nie napisał o tym co działo się dookoła biegu. Organizacja na światowym poziomie, mnóstwo wolontariuszy i punktów informacyjnych, świetna poznańska publiczność i piękna pogoda (25 st!) musiały zakończyć się sukcesem.

wings2

Teraz najważniejsze – udało mi się nawiązać kilka fajnych znajomości z bardzo ciekawymi ludźmi, którzy deklarują pomoc dla TWARDEGOZAWODNIKA i naszej misji. To naprawdę budujące!

Ten wyjazd to właśnie spontan. Impuls i szybka decyzja. Krótka i pewnie nie do końca świadoma kalkulacja. I nie pierwszy raz kiedy przekonuje się, że warto zaryzykować. Możemy coś stracić ale zawsze zyskujemy. Zyskujemy odwagę, której często nam brakuje. Teraz mam jej na pewno więcej.

PS. 5 Polaków wygrało swoje biegi w różnych częściach świata. W Polsce Tomek Walerowicz (71 km) i Agnieszka Janasiak (39.94 km). A na świecie Bartek Olszewski vel Warszawski Biegacz, który zszedł z trasy jako przedostatni pokonując ponad 82 km! Możemy być z naszych cholernie dumni. Serio.

Działamy dalej!

Mamy w sobie wielki potencjał. Nie jestem w stanie napisać tego inaczej. Ostatnie tygodnie pokazały jak wiele wspólnie możemy osiągnąć. Niesamowicie mnie to zbudowało. Dzięki Wam wszystkim.

Przed nami druga jeszcze bardziej wymagająca część projektu.

Tatraman zbliża się wielkimi krokami. Do startu pozostało mniej niż 4 miesiące. Przygotowania idą pełną parą.

kwiecien

To dużo wyrzeczeń i pracy ale warto. Jestem o tym przekonany widząc jakim świetnym dzieciakiem jest Radek.

Koncentrujemy się obecnie na wsparciu kosztownej i czasochłonnej rehabilitacji Radka. Chcemy do tego wykorzystać mój udział w Tatramanie. Co ważne 100 % przekazanych przez Was środków trafia bezpośrednio do Radka. Pomagać możecie poprzez:

1) Nagłośnienie projektu i opowiedzenie o nim całemu światu

2) Wykupienie powierzchni reklamowej:

– na stroju startowym,

– stronie internetowej www.twardyzawodnik.pl

– stronie projektu twardyzawodnik.pl na portalu facebook.pl

– samochodzie serwisowym oraz strojach zespołu wsparcia

koszulka

3) Przekazanie na rzecz Radka określonej kwoty/usługi proporcjonalnie do przebytego przeze mnie dystansu (w tym także w połączeniu z reklamą)

4) Przekazanie darowizn rzeczowych dla Radka

5) Pokonanie triathlonu Tatraman „wspólnie” ze mną poprzez wykupienie cegiełki w ramach akcji „Mocne plecy” – szczegóły niebawem.

Jeżeli macie jakiekolwiek pomysły i pytania piszcie śmiało na:

wojtek@twardyzawodnik.pl

Wspólnie damy radę!

Walczymy.

Wiele dobrego stało się od ostatniego wpisu tu na stronie :)

Jest nas coraz więcej! projekt zaczyna rozwijać się w zupełnie nieoczekiwanych pozytywnych kierunkach! ciężko trenujemy i słyszy o nas coraz więcej osób! jest jeszcze inna niezwykle istotna informacja…

ZEBRALIŚMY CAŁĄ KWOTĘ na warsztaty i komputer dla Radka!

Na naszym profilu na facebooku i poniżej możecie zobaczyć co do powiedzenia ma do Was nasz bohater :)

Dzieki1

To o Was i dla Was. Brawo!

Na koniec chciałbym przekazać Wam jeszcze jedną bardzo istotną informację.

TO NIE KONIEC! Możemy zrobić wspólnie jeszcze bardzo wiele. Dalej walczymy o Radka! Bądźcie czujni, niebawem więcej szczegółów!

Droga.

Pamiętam dobrze mecze, walki i zawody, w których brałem udział. Pamiętam też drogę, która mnie do nich doprowadziła. Pamiętam ją bardzo wyraźnie.

Wspólne treningi i obozy, zapach bengaja, drużynę gdzie każdy szedł za każdym w ciemno, analizy rywali, rehabilitację i atmosferę szatni. Przeciwności losu, decyzje trenerów i świetnych przeciwników tez pamiętam. Mam w głowie małe sukcesy i porażki, wyrzeczenia i to co dzięki nim osiągnąłem, dźwiganie się po klęskach, szukanie motywacji, marzenia o wielkiej karierze, nieoczekiwane zwroty akcji i słowa jakie słyszałem od ludzi.

Ta droga jest tym co najbardziej kocham w sporcie. Wkraczam na nią i wiem gdzie chce dojść. Nie wiem za to co wydarzy się w jej trakcie. Czy będzie pod górkę, czy będzie łatwo i w dół, czy bedą ostre zakręty, kto będzie tę drogę ze mną szedł albo czy będę musiał gdzieś na chwile zrobić przystanek. Wszystko to kształtuje. Kawałek po kawałku. I myślę że nigdy się nie przestanie bo to najlepsze co sport mi dał i wciąż daje.

A ja wykorzystuje wszystko czego mnie nauczył w całym moim życiu.

PS. Zbiórka nabiera rozpędu. Zaczynamy rozmawiać z coraz większą liczbą osób, które mogą nam pomóc. Nie przerywamy z treningiem a ja stawiam sobie coraz większe wyzwania. Wszystko idzie w dobrą stronę.

droga1

100.

Udało się. W weekend przy pełnym obciążeniu treningowym przejechaliśmy razem z Maćkiem sto km. Ja pierwszy raz w życiu. Było w górę, było w dół było też trochę po płaskim. Była piękna pogoda i widoki na wysokie góry, była jazda w peletonie z innymi. I była też walka, naprawdę ciężka walka. Głównie w głowie.

Przygotowania do Tatramana to dla mnie nowość. Nigdy nie byłem fanem długich jednostajnych wysiłków a przecież pływanie, bieganie albo rower trenowane pod triathlon ogólnie mówiąc na tym polegają – nawet pomimo urozmaiceń, które staram się sobie fundować. Tę „nowość” odczuwam z resztą praktycznie z każdym treningiem kiedy czuje, że moje nogi i ręce bardzo powoli i bardzo niechętnie przestawiają się z szybko i intensywnie na długo i konsekwentnie.

100km

Nie będę opowiadał, że całą trasę jechałem z uśmiechem. Z drugiej strony nie mogę powiedzieć, że chciałem zsiąść z roweru i wrócić do domu busem. Taka opcja nigdy nie wchodzi w grę. Po prostu było naprawdę ciężko a w takich sytuacjach przez głowę przechodzą różne myśli, pojawiają się wątpliwości albo gubimy cel tego do czego dążymy.

100km2

Wtedy przydaje się głowa. A w głowie doświadczenia, które podczas podobnych ciężkich chwil uzbieraliśmy. Chociaż kiedyś nie myślałem w ten sposób teraz widzę jakiś głębszy sens w porażkach i KO, które mnie kiedyś spotkały. To były właśnie takie ciężkie chwile, które gdzieś na końcu zawsze kończyły się dobrze. Dlatego wiem, że nie można odpuszczać.100km3

Kryzys.

Nie zawsze jest dobrze.

Ostatni tydzień był słaby. Złapała mnie choroba i musiałem odpocząć całe siedem dni. Z tym odpoczynkiem to z resztą za dużo powiedziane. Albo w ogóle źle powiedziane bo wcale nie czuje się wypoczęty. Wręcz przeciwnie.

W takich momentach spada mi motywacja. Wolałbym napisać co innego ale prawda jest inna i nie ma co się oszukiwać. Dopadło mnie. Zacząłem mieć wątpliwość.

Nie mam zamiaru nikogo motywować, sprzedawać złotych sposobów, „7 kroków do” albo „10 skutecznych rad”. Nawet jakbym chciał to i tak pewnie bym nie potrafił. Z resztą w świecie kiedy co druga osoba na fb jest trenerem personalnym albo coachem jest tego wszędzie pełno.

Nie ma chyba uniwersalnego sposobu co robić w takich sytuacjach. Każdy ma swoje mniej lub bardziej sprawdzone metody. Ja oczywiście też. Najbardziej lubie tą, którą stosuje Michael Phelps . Zapytany co robi kiedy nie ma nastroju żeby iść na trening odpowiedział zwyczajnie że po prostu go zmienia. Proste.

Nic nie przychodzi za darmo. Wiem że żeby coś zebrać muszę coś od siebie dać. Wtedy nawet mały sukces smakuje znacznie lepiej.

A jutro wracam z powrotem do gry. Będzie ogień!